Raport z Paryża

Możemy spotkać się po moim wykładzie, przy stoliku, przy drinku – powiedział mi Carl Ogereau – Francuski sposób walki z terroryzmem – wyjaśnił: nie chcąc być zastraszonym. A więc w piątek wieczorem, tydzień po ataku terrorystycznym w Paryżu, w którym zginęło 130 osób, a setki rannych, Ogereau przybył na motocykl w Café Clochette po drugiej stronie ulicy od Hôpital Saint Louis. W pobliżu zobaczyliśmy świece i kwiaty przed Le Carillon i Le Petit Cambodge, restauracje, w których zginęło ponad tuzin młodych osób, a jeszcze więcej ciężko rannych w zeszłym tygodniu. Restauracje są tak blisko szpitala, że ranni ludzie uciekający przed masakrą przeszli na oddział ratunkowy lub zostali przywiezieni przez świadków. Ogereau, zastępca szefa oddziału ratunkowego w Hôpital Saint Louis, był odpowiedzialny za piątek, 13 listopada. Rozpoczął się w zwykłą piątkową noc, oddział ratunkowy pełen pacjentów. Saint Louis jest wyspecjalizowanym szpitalem, znanym z usług hematologicznych, onkologicznych, urologicznych i nefrologicznych. Leczy oparzenia i wykonuje transplantacje, operacje skórne oraz operacje plastyczne i szczękowo-twarzowe. Ma wewnętrzne leki i usługi wsparcia, a także oddział ratunkowy i oddziały intensywnej terapii. Ale to nie jest centrum urazowe. Nie ma operacji neurochirurgicznej ani ortopedycznej, klatki piersiowej ani chirurgii naczyniowej.
Około 21:30 kolega wpadł na oddział ratunkowy, krzycząc z zapartym tchem, że strzelają na zewnątrz, a ona potrzebowała noszy. Ogereau próbował ją uspokoić, zapytał, co się dzieje, i powiedział jej, że gdyby doszło do strzelaniny, a ludzie zostali ranni, wkrótce pojawiłaby się policja i służby d Aide Médicale Urgente (SAMU), służba pogotowia. Ale nie uspokoiłaby się.
Sytuacja była dziwna, ale była tak natarczywa, że w końcu podarowałem jej nosze – powiedział Ogereau. Sąsiedzi lub przyjaciele przyprowadzili pierwszą ofiarę. Drugi pojawił się na noszach. – A potem nosze, nosze, nosze, pacjenci, pacjenci, pacjenci. Pierwszym pacjentem był młody mężczyzna, który nie wiedział, że go zastrzelono. Powiedział: Poczułem coś dziwnego. Mam ból. Nie mogę chodzić. Miał dwie kule, jedną z tyłu i jedną w nogę. Drugą pacjentką była babcia, która pochylała się nad wnukiem, aby go chronić.
Kiedy przybył trzeci pacjent, lekarze ratunkowi zdali sobie sprawę, że dzieje się coś niezwykłego. Ale nie wiedzieli co. W tym momencie nie było żadnych informacji, żadnych wiadomości – powiedział Ogereau. To było bardzo wcześnie.
Ogereau zadzwonił do SAMU, żeby sprawdzić, czy wiedzą, co się dzieje. Byli już w drodze, ale nie wiedzieli, ilu ludzi było w to zamieszanych lub o co w tym wszystkim chodziło. Więc bez informacji personel departamentu ratunkowego wykonał swoją pracę. O 9:42 pierwszy ciężko ranny pacjent był na stole operacyjnym.
Sygnały czy szum.
Tymczasem Jean-Paul Fontaine, szef oddziału ratunkowego, oglądał mecz piłki nożnej niemiecko-francuski na Stade de France w Paryżu. W połowie, 21:45, sprawdził wiadomości telewizyjne. Ktoś mówił o hałasie eksplozji na Stade de France, ale nie wiedział, co go spowodowało
[hasła pokrewne: fizjoterapia Poznań, Rezonans Warszawa, maszyny pakujące ]

Tags: , ,

Comments are closed.

Powiązane tematy z artykułem: fizjoterapia Poznań maszyny pakujące Rezonans Warszawa